Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 8 września 2015

196.ŚWIERGOTKOWO

            LASZCZKI-2015.09.05.

              Wybrałem się do miejsca,które lubię i które to miejsce mimo,że nie wyróżnia się niczym nadzwyczajnym,wielokrotnie hojnie mnie obdarowywało.Miałem nadzieję,że zobaczę tu kobczyka.Widziałem tu już kiedyś jednego,a i kolega widział tu takowego,całkiem niedawnoJuż z samego rana czekała mnie ogromna niespodzianka.Idąc ścieżką przez gołe pole,usłyszałem jakieś ćwierkanie.Przypatrzyłem uważnie i zobaczyłem ptaka,który jak szara myszka,prześlizgiwał się po ziemi,między źdźbłami  trawy.Popatrzyłem przez lornetkę i pewny siebie skonstatowałem-młoda pliszka żółta.I poszedłem dalej.Po 100 metrach,pojawił się niepokój.Miałem ciągle tego ptaka przed oczami i słyszałem jego charakterystyczne ćwierkanie. Wróciłem się szybko do miejsca gdzie go widziałem i gorączkowo zacząłem się rozglądać.Zobaczyłem dwa.Powolutku zacząłem się do nich zbliżać i będąc już stosunkowo blisko,byłem już pewien,to świergotki polne.To jedyne miejsce, gdzie można je zobaczyć,tak blisko Warszawy.Ja widziałem je tu,dopiero drugi raz.Zadowolony z siebie,poczłapałem dalej,w kierunku linii niskiego napięcia.Ta linia jest jak wystawa luksusowego sklepu.Wszystkie miejscowe ptaki,chętnie się na niej prezentują.I teraz też było nie inaczej.Widziałem na niej przez lornetkę,jeden większy punkt i kilka mniejszych.Bardzo spokojnie i bez pośpiechu,zacząłem się podkradać do ptaków.Trzy najbliższe,te mniejsze,od razu rozpoznałem jako świergotki polne.Źle z resztą.Zrobiłem im kilka zdjęć i powoluśku zacząłem sunąć w stronę większej kropy.Jak się już zorientowałem,była to dzierzba srokosz.Od zawsze,ma tu w tym rejonie swoje stanowisko.Problem w tym,że jest cholernik ogromnie ostrożny i nigdy nie daje podejść do siebie blisko.Niebywałe,nie wiem co mu się stało,ale podszedłem do niego dzisiaj na ok.20 metrów.Nigdy jeszcze nie byłem tak blisko srokosza i nigdy mu jeszcze nie robiłem z takiej odległości zdjęć.Od razu powiem,że aby mi się z nadmiaru szczęścia,nie przewróciło w łebie,było lekko mglisto i te białe bezbarwne niebo,to mój koszmar,który ciągle prześladuje mnie,przy fotografowaniu ptaków.Gdy obrabiałem srokosza,po jego obu stronach pojawiło się kilka małych ptaków.I tu zaczyna się dziać cuś dziwnego.Gdy patrzyłem na nie,wydawało mi się,że jaśniejszym brzuszkom,towarzyszy zielony grzbiet.Szlaczki na skrzydłach,zmusiły mnie do rozważania-czyże,kulczyki?Patrzenie się przez lornetkę,trzymaną w trzęsących się z emocji rękach,to absolutnie nie jest dobry sposób,na rozpoznawanie gatunków.Zrobiłem im serię zdjęć i te zdjęcia,po powrocie do domu i obejrzeniu ich na ekranie kompa,kazały mi zwątpić w to,co widziały moje oczy.Mam ich cztery,a jak się okazał i tak nie widzę.Na zdjęciach nie było ani jednego zielonego ptaka.Wszystkie obfocone,te przed srokoszem i te późniejsze,to były świergotki.Tylko teraz jakie.Początkowo myślałem,że leśne.Też już takie tu widziałem.Te jednak miały,ten słynny długi pazur.Zatem łąkowe.Może to i nic,ale ktoś,kto mieszka całe życie w mieście i nagle bez powodu,ogląda dwa gatunki świergotków,może być całkiem zadowolony. Rozanielony dobrym początkiem,zacząłem sobie wyobrażać,co mnie jeszcze dzisiaj czeka,jakie jeszcze śliczności,dane mi będzie oglądać.Powiem krótko ....i to by było na tyle.Chodziłem po tych polach,jeszcze ze cztery godziny i mimo,że kręciłem łbem tak,że o mało mi nie odleciał,nie zobaczyłem już nic ciekawego.Oprócz trzech pustułek,które są tu zawsze obecne.I choć są to wyjątkowo piękne ptaki i można się na nie gapić bez końca,ja szukałem ich rzadszych kuzynów.Bez skutku

ŚWIERGOTEK POLNY-ANTHUS CAMPESTRIS

J.W

DZIERZBA SROKOSZ-LANIUS EXCUBITOR

J.W

J.W

J.W

J.W

J.W-NARESZCIE CHOC JEDEN NIE NA DRUCIE

ŚWIERGOTEK ŁĄKOWY-ANTHUS PRATENSIS

J.W

J.W

J.W

BIEDAK GRZYWACZ-COLUMBA PALUMBUS
jAK POLSKA DŁUGA I SZEROKA SŁYCHAĆ KANONADĘ..WALI W NIEGO WSZYSTKO CO MA LUFĘ.

JAK ZAWSZE NA TYM SAMYM SŁUPIE
PUSTUŁA-FALCO TINNUNCULUS

J.W

J.W

J.W




niedziela, 6 września 2015

195.WZDŁUŻ DZIKIEJ WISŁY

    CISZYCA-ZAWADY 2015.09.03.

     W niedzielę dzwoni do mnie Koleżanka,Jest nad Wisłą koło ujścia Jeziorki.
Patrzy właśnie na kamuszniki i to od razu na całe 5 sztuk.Jeżeli chciała mnie zdenerwować,to się jej doskonale udało.Odruchowo zacząłem się przymierzać, aby tam jechać natychmiast,następnego dnia.Wieczorne prognozy na następny
dzień,były jednak przerażające,upały do 35 stopni.Zacząłem się wahać.Potem długie kłopoty z zaśnięciem w rozgrzanym łożu boleści.I kiedy o 5 zadzwonił budzik,a poranny chłodek,okazał się fikcją,przewróciłem się na drugi bok i se powiedziałem-chromolę,ptaszenie ma być przyjemnością,a nie samoudręczaniem się.Wtorek miał być deszczowy,więc też siedziałem w domu.Dopiero środa była podpadająca.Na miejscu w Ciszycy,byłem nie za rano,tak koło 8-ej.I chociaż Warszawę opuszczałem przy zupełnie znośnej pogodzie,tu przywitała mnie mgła.Idąc w stronę wału,usłyszałem jakiś dziwny,
ptasi głos.Jeszcze takiego nie słyszałem.Zaintrygowany nim,zacząłem tropić jego właściciela.Pętałem się tak za nim z 5 minut.Zobaczyłem go w końcu na czubku iglaka,ciemna sylwetka,na tle mglistego nieba.Paskudne warunki.Zrobiłem zdjęcie.Udało mi się nawet z ręki.Patrzę na wyświetlacz aparatu,a to zwykły dzwoniec.Dzwoniec należy do kilku gatunków ptaków, które omijam już obojętnie.Mam je obcykane z bliska,na wszystkie strony.
Niezadowolony z trywialnego rozwiązania zagadki,zbieram manelę i kątem oka,widzę ruch.Patrzę,a na betonowym słupie,przysiadła se śliczniutka samica dzięcioła dużego.Popatrzeliśmy chwilę na siebie,potem zerwała się i przeleciała na następny,drewniany.Myślę sobie,dobra nasza,to na pewno dobra wróżba.Napatrzę się dzisiaj do syta.Wychodzę nad brzeg Wisły i z niemiłym zdziwieniem stwierdzam,że tam gdzie spodziewałem się tłumów ptaków,jest zupełnie pusto.Nic to,może to apteczne złudzenie oka.Rozłożona luneta,
potwierdziła najgorsze obawy.Oba brzegi Wisły były puste.Stoję se tak i popatruję na puste lustro wody.Nad małymi wypłyceniami,za pewne z powodu kłębiących się nad mulem, chmur owadów,latają cale stada jaskółek.I gdy tak je obserwuje,błyskawicznie rozgrywa się na moich oczach dramat.Zza moich pleców,wylatuje nagle krogulec,błyskawicznie wpada w tłum jaskółek,kilka gwałtownych zwrotów i tak szybko jak się pojawił,odlatuje trzymając w szponach,pochwyconą jaskółkę.Te normalny w świecie ptaków dramat, zaszokował mnie.Można wiedzieć,że coś takiego istnieje.Ale zobaczenie tego na własne oczy,robi piorunujące wrażenie.Pod wrażeniem tego co widziałem,pozostałem już do końca dnia.
Powoluśku i bez pośpiechu,ruszyłem w stronę Warszawy.Od czasu do czasu przystawałem i dokładnie lustrowałem koryto rzeki.Oprócz dużej ilości czapli siwych,totalne pustki,nawet mewy wymiotło.I tak doszedłem do ujścia Jeziorki.I o ile miałem przedtem jakąś nadzieję,że uda mi się zobaczyć te wspaniałe kamuszniki,to wszech pustka rozwiała je dokumentnie.Wracać,czy iść dalej.Za mną,jak już wiedziałem była pustynia.Przede mną Wyspy Zawadowskie i piaskarnia,przy której było zawsze sporo siewkowatych.Jednak nadziei,że zobaczę coś ciekawego,było coraz mniej.I tak faktycznie było.Przewędrowałem ok 7 km.Przez 7 godzin,oprócz dużej ilości czapli siwej i jaskółczej tragedii,widziałem tylko:5 kwokaczy,2 bataliony,2 piskliwce i 4 łęczaki.Dzień nie był jednak stracony.Piękne widoki dzikiej Wisły i możliwość nie oglądania po drodze,żadnych homo(sapiensów),wynagrodziły mi dotkliwe bezptasie.
MGLISTY DZWONIEC-CHLORIS CHLORIS

DENDROCOPOS MAJOR-SAMICA

J.W

J.W

PTASI DRAMAT:ACCIPITER NISUS & DELICHON URBICUM

J.W

J.W

J.W

J.W

J.W

MIZERIA-KWOKACZE,ŁĘCZAK,SMIESZKA

MUCHOŁAPKA SZARA-MUSCICAPA  STRIATA

CZAPLE SIWE-ARDEA CINEREA



wtorek, 1 września 2015

194.ZBIORNIK JEZIORSKO

       JEZIORSKO 2015.08.29.      

    Patrzę na tę nie zapisaną kartę i nie bardzo wiem,jakie na niej położyć litery.Dane mi było widzieć mnóstwo ciekawych i pięknych rzeczy,ale w "dużych plikach",czyli wielkie widowisko,niewiele zaś widziałem w detalu.Zdjęcia też pokazują ogrom zjawiska,ale nie mogę pokazać samych aktorów biorących w nim udział.
Ale muszę zacząć od początku.Czytałem ostatnio dużo meldunków różnych ludzi,którzy opisywali to,co można zobaczyć na Jeziorsku.W tej chwili jest Mekka ornitologów.Skrzyknęliśmy się więc z przyjaciółmi,że i my musimy udać się na tą pielgrzymkę.A co my gorsi ?.Ano nie gorsi,jeno brak nam pewnych kwalifikacji i przyrządów z nimi związanych.Ale o tym troszkę później.Wyjechaliśmy rano koło 7-mej i szybko dotarliśmy na miejsce.Autostrada to jednak dobry wynalazek.Los zrządził,że trafiliśmy dokładnie w to samo miejsce,z którego rok temu,razem z całą wycieczką Horyzontów,oglądaliśmy tę scenę dramatu.Inscenizacja była jednak, całkowicie odmienna.Wtedy od brzegu do brzegu,rozlewała się wielka tafla wody z której sterczały resztki drzew,oblepione siedzącymi na nich ptakach.Były one niezbyt daleko,nawet przez lornetkę,można było wiele  zobaczyć.Teraz przed nami otwierała się ogromna,niezbyt miło pachnąca przestrzeń odsłoniętego dna.Jest to tak zwana cofka.Zmieniający się poziom wody,raz zalewa dno,drugi raz je odsłania,co skwapliwie wykorzystują ptaki wodne,szczególnie siewkowate i brodzące.Schodząc miedzy drzewami na brzeg,widzieliśmy nieprzebrane tłumy ptaków,krzątające się po okrytym dnie.Gdy tylko wyszliśmy na otwartą przestrzeń,całe to bractwo,wyniosło się po angielsku,na dużo bardziej odległe tereny.Teraz już były na prawdę bardzo daleko.Oglądało się je z problemami,nawet i przez lunetę.Rano,bo jak później Słońce mocno nagrzało płaty piachu,to widziało się tylko straszliwie falujące powietrze i rozmyte kolorowe plamy,w których domyślaliśmy się tylko ptaków.
A tych były nieprzeliczone ilości.Mam problemy z określeniem szacunku kilku dziesiątek ptaków,nie mówiąc o stadach wielosetnych.Tutaj były dziesiątki tysięcy,jeśli nie setki.Po prostu niepoliczalne.Czaple białe i siwe, kormorany,kaczki,gęsi,żurawie,mewy i tłumy zaprztylających drobnym kroczkiem,siewkowatych.Ale to wszystko bardzo daleko.Widzieliśmy grupę
profesjonałów.Mieli wodery(to to czego my nie  mieliśmy) i odwagę,aby brodzić,przez grząskie błoto,środkiem cofki.Byli właśnie na środku i teraz to oni płoszyli ptaki.Mieliśmy nadzieję,że  przylecą one do nas.Usiedliśmy w krzaczorach na brzegu i cierpliwie i nieruchomo,czekaliśmy na nie.Ale Gucia tam.Wyniosły się gdzieś dalej.Wytrzymaliśmy na tej słonecznej patelni,bite 7 godzin,łudząc się,że za chwilę jakieś przylecą i siądą koło nas.Nic z tego.Nad głowami przelatywały nam tylko błotniaki stawowe i klucze żurawi.Nieraz  powstawał harmider i ogromne ilości ptaków,zrywały się na gwałt.Trzeba było wtedy na gwałt,zadzierać głowę i pilnie popatrywać na niebo.Na pewniaka można było przypuszczać,że  gdzieś w pobliżu,wałęsa się bielik.
.W końcu naładowani ogromną ilością wrażeń ogólnych,a minimalną detalicznych,pożegnaliśmy cofkę i ruszyliśmy NACH HAUSE.
Ponieważ mój stan psychiczny ,mocno nadwyrężony,doznanymi niepowodzeniami,potrzebował natychmiastowej pomocy,przyjaciele(a ich poznaje się w potrzebie)na najbliższym leśnym parkingu,gorliwie mnie reanimowali.I chwała im za to.




KULIKI WIELKIE-NUMENIU ARQUATA

PROFESJONALIŚCI PRZEZ 500 MM.

PRZEZ 150 MM

PRZEZ 18 MM

GRUS GRUS

SAMIEC BŁOTNIAKA STAWOWEGO-CIRCUSAERUGINOSUS

WSZYSTKO  SOĘ ZRYWA.TRZEBA WYPATRYWAĆ BIELIKA

GRUS GRUS

J.W

J.W

A OTO I KRÓL-HALIAEETUS ALBICILLA

ŻURAWIE ZRYWAJĄ SIĘ NA WIECZORNE KARMIENIE

J.W

TŁUMY GĘSI

TŁUMY ŻURAWI

TŁUMY WSZYSTKIEGO



INTENSYWNA REANIMACJA

TE CZERWONE KÓŁECZKO NA KOŃCU ZBIORNIKA,WYGLĄDA NA PONIŻSZYM ZDJĘCIU..................

..........TAK.ZAPRZYJAŹNIONY ORNITOLOG DAŁ MI TĘ MAPKĘ,OSTRZEGAJĄC,BEZ WODERÓW TAM NIE ŁAŹ BO BŁOTO SIĘGA PO JAJA. I JAK JA BYM MÓGŁ IŚĆ Z KOBIETAMI,SKORO ONE,BIEDACZKI,NIE MIAŁY BY NAWET MOŻLIWOŚCI,SPRAWDZIĆ DOKĄD IM SIĘGA