Łączna liczba wyświetleń

piątek, 15 grudnia 2017

O KOŃSKI PAZNOKIEĆ OD ZAWAŁU

          ZALEW ZEGRZYŃSKI -2017.12.12.

          Zaplanowano na dzisiaj, w miarę ładna pogodę. Więc od razu postanowiłem gdzieś wyskoczyć. To miał być niewielki i spokojny wypad, bo ze zdrowiem jakoś ostatnio nie teges.
 Kamilos napuścił mnie na Zalew i niewiele brakowało, a miał by mnie na sumieniu..Jak zawsze, zacząłem od najdalszego punktu, czyli ośrodka WDW. Pędem doleciałem do brzegu, wyobrażając sobie, że czekają tam  na mnie, całe stosy ptasiąt. A tu wielki figulec z makulcem..  Całkowicie pusto, nie licząc wielkich stad gągołów i dużych mew,ale one kokosiły się gdzieś na środku Zalewu.Chciałem od razu zasuwać z powrotem,ale podpadający mi autobus, właśnie ubieżał, a następny, dopiero za godzinę. Przekręciłem się więc  w tym miejscu, tą godzinkę. Może to i dobrze, bo mogłem się napatrzyć, jak mewy oprawiają się z bielikiem, a na pobliskich drzewach, żeruje wielkie mieszane stado. Różne sikory, mysikróliki, gile, dzięcioł średni.Tak całkiem po zimowemu. A ta zima od razu przyszła mi do głowy, jak zacząłem na brzegu dzwonić zębami i czem się tam jeszcze da.Było cholerycznie zimno. A to z powodu silnego wiatru, który wiał prosto w twarz i podnosił wielka falę. Oczy tak łzawiły, że nie szło, za nikakiego patrzeć przez lunetę i lornetkę.No i doczekałem się. Wpadłem do ciepłego autobusu i nawet nie zdążyłem klapnąć se, a już wyleciałem na Marinę Dianę. Tutaj było o wiele lepiej, co nie znaczy, że b.dobrze. Wiało deczko mniej i fala była mniejsza. Ale widok, tylko typowy dla tego miejsca. Wszędzie na powierzchni akwenu, grasujące stada gągołów i dużych mew. Przy brzegu, po prawej stronie w zatoczce, stada odpoczywających czernic i głowienek, Zapewne, mogło też być  parę ogorzałek.
Trudno było coś wypatrzyć, bo rzucała nimi fala, a zmulałe ptaki, komarowały z głowami pod skrzydłem. I jedyna atrakcją, było spore stado uhli. Na pewno ponad dwadzieścia ptaków. Ja wypatrywałem dalej, szukając choć nurów, markaczek, czy szlacharów. Niestety, totalny zawód. Jeden perkoz dwuczuby i kilkanaście traczy nurogęsi. O łabądkach nie wspomnę, bo normalnie to ich w ogóle nie zauważam.. Siedziałem se wiec tak na brzegu. Mijały godziny, a ja powoli traciłem nadzieje, że coś nadleci z dali i pacnie na wodę, akurat przede mną. Ciekawostka, że mimo usilnego wypatrywania przez lunetę, nigdzie nie dostrzegłem, jakiegokolwiek nura. Za to mnie dopadł  jakiś wspaniały Facezbokowicz. Rozpoznał mnie i skojarzył z moją STREFĄ 33. To była na prawdę przyjemna chwila.Posiedzieliśmy jeszcze trochę, ale potem, na błękitne niebo, zaczął się nasuwać wał ponurych chmur. Słoce za niedługo, schowało się za nimi i zrobiło się jeszcze zimniej.
Pomyślałem se-Nie da rady,oba samce i poczłapałem powoli w stronę przeznaczenia, czyli gdzieś w kierunku Portu Pilawa. Zrobiło się szato, ciemno i ponuro. Oczy zrobili mi się ciut wąskie, bo mijał akuratnie czas, kiedy to w domu, lubię sobie na parę chwilek, wskoczyć na wyrko i zapaść w nirvanę. 
Szedłem koroną wału przeciwpowodziowego, a na ramieniu miałem oparty statyw z doczepioną lunetą.Tutaj używa się jej dużo częściej niż aparat.Ten złożony, jedzie obok w wózku, z innymi ciężarami. I tak doczłapałem, do nieprawdopodobnej chwili. Na szczycie drzewa, zobaczyłem jakiś ruch. Może czyże, może czeczotki. Zdjąłem ze statywu lunetę i założyłem aparat.
Spokojnie i bezmyślnie ustawiłem se go tak, aby było mi, jak na wygodniej.Skierowałem "lufę" do góry i spojrzałem w wizjer. I wtedy, o mało mnie nie trafił najjaśniejszy szlag. Zza drzew, prosto na mnie wyskoczył ze świstem i łopotem skrzydeł ON. Cudownie piękny, dorosły bielik. Z ogromiastym szumem usiadł na gałęzi, tuż przede mną i musiał chyba usłyszeć, stanowczo za głośny terkot migawki. Łopot skrzydeł wzmógł się i ptaszysko zerwało się do ucieczki. Ale to nie mysikrólik, startujący pionowo w górę. Raczej Jumbo jet.. Wystartował i ciężko łomocąc skrzydłami,przeleciał tuz nade mną, mierzwiąc mi, pracowicie ułożona fryzurę. Już za sekundę było cicho i spokojnie, jak gdyby nic się nie stało. Tylko ja stałem nieruchomo, ciągle mając przed oczyma, ten niesamowity widok. Motorek walił mi jak oszalał. O mało nie wyskoczył mi z piersi. A ja stałem dalej i bałem się podejść do aparatu i zobaczyć wyrok, wyznaczony przez los. Czy spartoliłem tę niepowtarzalną okazję? czy choć z jedno zdjęcie będzie się nadawało, aby cieszyć moje oko ? Obawa była w pełni umotywowana.Ostatnie zdjęcia robiłem ze dwie godziny temu. Nastawy były odpowiednie do słonecznej pogody, a nie do ponurego, zachmurzonego nieba, jakie akuratnie było nad moją głową.W końcu nie można było tej chwili, odwlekać w nieskończoność. Rozległ się huk i zatrzęsła się ziemia. A to ogromny kamień spadł mi z serca. Wydawało się, że prawie wszystkie, będą nadawały się do wykorzystania. Nieprawdopobne...ale być może. Pewność będę miał jednak w domu. Od razu zaczęło mi śpieszyć jak cholera. Oczywista, że gdy dochodziłem do przystanku, przed nosem mignął mi odjeżdżający autobus. Następny za godzinę.. Te godzinę spędziłem z nosem przy ekranie wyświetlacza w aparacie. I nie będę ukrywał, że z upływem czasu mój humor się poprawiał.
A potem wlatuje do domu jak torpeda, rzucam wszystko i z kartą pamięci rzucam się do kompustera. I dopiero teraz poczułem ogromna ulgę.

BIELIK V..MEWY

J.W

J.W

DENDROCOPOS MEDIUS
J.W


PYRRHULA PYRRHULA-SAMIEC
TA CZERWIEŃ WSPANIALE WSPÓŁGRA Z BŁĘKITEM

J.W

KACZA ZUPA

BYĆ MOŻE BIEDACTWA LECIAŁY W NOCY I TERAZ ODSYPIAŁY

BUCEPHALA CLANGULA-GĄGOŁY JEDNE

J.W

J.W

MELANITTA FUSCA
POMYSLEĆ, ŻE KIEDYŚ POLOWAŁEM NA NIE PRZEZ PARĘ LAT

J.W

J.W

CIEKAWOŚĆ, CZY ONE ŻYWIĄ SIĘ MAŁŻAMI. WYPŁYWAJĄ NIERAZ Z JAKIMIŚ PIGUŁAMI,KTÓRE NIE CHCĄ PRZEJŚĆ IM PRZEZ GARDŁO

J.W

J.W

AYTHYLA FULIGULA-CZERNICA.SADZĄC PO ŻÓŁTYM OCZKU,CHIBA SAMIEC W SZACIE SPOCZYNKOWEJ

J.W

JEGO KRÓLEWSKA MOŚĆ-HALIAEETUS ALBICILLA











               Jak już zeszło na szpony i pazury, to muszę się jeszcze  pochwalić zdjęciami, które udało mi się zrobić wczoraj w parku w Powsinie.Wybrałem się tam zaliczyć krzyżodzioby. Z opowieści Arcymistrza Łukasza, wynikało, że to tylko formalność. A Gucia tam. Nic nie było. Za to mnie nad głową, przeleciało cuś dziwnego. Myślałem, że to taki ciemny myszak. Ale im dłużej wpatrywałem się w wyświetlacza, tym miałem większe wątpliwości. No i wyszło......
ACCIPITER GENTILIS-JUV.FEMALE

TEŻ PRZEPIĘKNY PTAK

I DO TEGO,TAK RZADKO SPOTYKANY PRZEZE MNIE


środa, 6 grudnia 2017

319.ZAMGLONE SZCZĘŚCIE

         ZALEW ZEGRZYŃSKI 2017.12.03.

                    Zgadało mi się z Łukaszem, iż Ten wybiera się w niedzielę na Zalew. Od razu  narobiłem wrzasku, że ja chcę też. Wyjechaliśmy z W-wy, dosyć późno, bo przed 9-tą i po przybyciu na miejsce, dowiedziałem się, czemu mój Mistrz, wyjątkowo się nie spieszył. Była gęsta mgła. Widoczność nie przekraczała kilkudziesięciu  metrów. Powietrze idealnie nieruchome, a powierzchnia wody jak lustro Stanęliśmy na molu w Białobrzegach. Ja zająłem się podchodami do mew, a Łukasz studiowaniem prognoz meteo. Zastanawiał się, czy przy takiej pogodzie, warto pętać się nad Zalewem. Prognozy twierdziły, że po 10-tej, mgła ma się podnieść. Zapada decyzja, jedziemy do najdalszego miejsca, czyli do Arciechowa. Kawałek drogi, a przez ten czas pogoda powinna się poprawić.
Arciechów to piękne cudowne miejsce. Kiedyś przyjeżdżałem tu nieustannie i zobaczyłem mnóstwo fantastycznych gatunków ptaków. Potem przyszły pogłębiarki, a ja już nie miałem, po co tu przyjeżdżać. Dzisiejszy tu wyskok z Łukaszem, potwierdził moje poprzednie wrażenia. Pusto i nieciekawie. Ciśnienie podniósł nam tylko, przelatujący daleko od brzegu, nur czarnoszyi. No i wspaniała Koleżanka-Ewa Sz. To jest jej rejon, wiec zna to miejsce doskonale i często tu bywa. Niestety, zupełnie zgodziła się z moimi poglądami, co do tego miejsca. Ewa pojechała dalej, a my zostaliśmy jeszcze trochę, mamieni nadzieją, że zobaczymy cuś nadzwyczajnego. No i na tych nadziejach się skończyło. Ruszamy dalej. Teraz następne w kolei, jest WDW w Ryni. Jedziemy powoli, gdy nagle senny, zamglony nastrój, przerywa brzęk komóry. Dzwoni Ewa. Jest właśnie w Marinie Dianie i widzi przez lunetę stadko szlacharów. Śmieją się obydwoje ze mnie, bo wszyscy wiedzą, że szlachary to moja obsesja. Mijamy WDW i wjeżdżamy na parking w Marinie. Jeszce w biegu wyskakuje z samochodu i letę do Koleżanki Ewy. 
To gdzie te szlachary ?  
Przed chwilą je zgubiłam i nie mogę teraz odnaleźć.
 Do poszukiwań przyłączył się Łukasz i po dłuższym wachlowaniu lunetą, udało się je dostrzec daleko na horyzoncie. Ledwo prześwitujące przez  mgłę. I tym sposobem powrócił temat, cholery mgły. Nie ustąpiła. Była trochę mniejsza, ale momentami, pojawiały się sine tumany, zmniejszające znacznie widoczność. To była wyjątkowo niesprzyjająca okoliczność. Bo jak rzadko kiedy, było na prawdę na co patrzeć. Dużo ptaków i to z tych atrakcyjnych gatunków- z północy. Uhle,markaczki, nury, no i szlachary. Gdyby nie ta mgła, siedział bym w pierwszym rzędzie super teatru, jak dla 
VIP-w. A tak latałem jak małoletni pętak, z miejsca na miejsce , aby znaleźć takie, skąd udało by się zrobić, choć trochę lepsze zdjęcia. Jeszcze tu chiba nie widziałem tak gładkiej wody. Lustro. Ptaki nie ginęły z oczu między falami. Było je widać doskonale cały czas. To znaczy te, które były w miarę blisko. I znowu bylem w znanej mi sytuacji-dziecka liżącego lizaki, przez szybę wystawy.
Czas mijał., a ja daleki bylem od  rewelacyjnych zdjęć. W końcu  Łukasz ogłasza koniec sesji. Wracamy do ominiętego poprzednio WDW.  Cisza i spokój. Daleko przez mgłę prześwitują wszechobecne nury. A  potem na krótką chwile robi się fajnie. Całkiem blisko nas, za pasem trzcin, ląduje stadko bielaczków. Gdyby nie ta mgła, mogło by być wspaniale.
I tak nie wiadomo kiedy przeleciało kawał  dnia. Jest już koło 14-tej, a to znaczy, że zaczyna się robić powoli ciemno. Fajrant, wracamy do domu. Po drodze wstępujemy jeszcze na dziką plażę,koło Portu Pilawa. Tutaj znowu mogę,  nacieszyć się moimi szlacharami. W międzyczasie dopłynęły tu z Mariny. A potem  niesamowite przeżycie. W pobliżu nas, nad wodą przechodzi tuman mgły. Robi się ciemno i "ślepo". I z rej ponurej szarości, nadlatuje żałosny płacz syren. Jest w tym dźwięku, coś chwytającego za serce... i wyobraźnię. Łukasz spokojnie mówi, ze to głos nurów rdzawoszyich. Niesamowite przeżycie. Ten dźwięk, będę pamiętał do końca życia.
Tuman mgły odpływa, a zza niego wynurza się czwórka szlacharów. Płyną do brzegu, w stronę niedalekiej zatoczki. To wyjątkowo pomyślny zbieg okoliczności. Na brzegu mogę się poruszać zakryty gęstym parawanem krzaków. Na wysokości zatoczki, jest w nich mała przerwa, jak by stworzona specjalnie dla mnie. Ruszam truchtem, nie zwracając uwagi na bolące kolano.Gdy dobiegam do przecinki, rozlega się gromki ryk silnika, mijającej mnie pędem motorówy. I tu nagle kończy się moja opowieść. Gdybym chciał ją kontynuować, składała by się z samych niecenzuralnych słów.


 W BIAŁOBRZEGACH NA MOLU, JAK ZAWSZE PEŁNO MEW. MEWA ŚMIESZKA, LATAJĄCA SAMOTNIE, WYGLĄDA NA WIELKIEGO PTAKA. W PORÓWNANIU Z MEWAMI DUŻYMI, WYGLĄDA JAK POKURCZAK. 

Z DALEKA PRZY PIERWSZEJ PRZYMIARCE WYDAWAŁO SIĘ, ZE TRAFIŁ MI SIĘ IDEALNY DUBLET-SREBRZYSTA I BIAŁOGŁOWA. PÓŹNIEJSZE DEBATY SPECJALISTÓW, DOPROWADZIŁY MNIE DO NASTĘPUJĄCEGO STANU WIEDZY: OBIE BIAŁOGŁOWE, ALE TA CIEMNIEJSZA POPAPRANA, CZYLI  JEJ MAMUSIA, PROWADZIŁA SIĘ NIE CACY.
LARUS CACHINNANS

NUR CZARNOSZYI-GAVIA ARCTICA

DENDROCOPOS MINOR-DZIĘCIOŁEK.
DAWNO GO JUŻ JAKOŚ NIE WIDZIAŁEM

J.W

BUTEO BUTEO

BUTEO BUTEO

PYRRHULA PYRRHULA

JAK ZAWSZE DOSTOJNIE PŁYWAJĄCE UHLE
MELANITTA FUSCA

SAMICE MARACZKI-MELANITTA NIGRA

NUR RDZAWOSZYI-GAVIA STELATTA

KEJE BEZ ŁODZI, STAŁY SIĘ POSIEDZISKIEM CZAPLI

MERGELLUS ALBELLUS-BIELACZEK
OD PRAWEJ:SAMIEC AD,SAMIEC IMM,SAMIEC AD,SAMICA.;TEJ WIEDZY NIE MA NIESTETY W  COLLINSIE.
SKORZYSTAŁEM Z WIEDZY KOLEGI

J.W

SZLACHARY-MERGUS SERATOR.
PIERWSZY OD LEWEJ TO SAMIEC. CZEKAŁEM NA NIE OD POCZĄTKU PTASZENIA.
MIAŁEM PODWÓJNE SZCZĘŚCIE. KOLEGA PRZYJEŻDŻA TU JUŻ TYLE LAT I WIDYWAŁ DO TEJ PORY, TYLKO SAMICE

SZLACHAR SAMICA

TRZY SAMICE I SAMIEC

Z TYŁU NUROGĘŚ
 
      To są miejsca optymalne do ptaszenia nad Zalewem. I my właśnie poświecilismy cały dzień, na ich objechanie.