Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 16 czerwca 2016

250.SZKOCKA KRATA,TKANA Z EUFORII I Z ROZPACZY

             PULWY-2016.06.12.

          Byłem od paru dni w potężnym dole.Przyszła już ta pora roku,kiedy t nie za bardzo wiadomo,gdzie wybrać się na ptaszenie.Również wiadomości dochodzące z Mojej Klasy uświadomiły mi,że pewna Okrutna Pani,idącą przez ludzki tłum z kosą w ręku,przypomniała sobie o moim roczniku.Ci starsi zrozumieją mnie od razu,Ci młodsi,trochę później.Jednym słowem,patrzyłem na świat przez ciemne Okulary.I wtedy zadzwonił do mnie pewien młody Człowiek o imieniu Kamil.Z Pulw dochodzą ciekawe wieści. Warto by się tam wybrać i zobaczyć ile w tym prawdy.Problem w tym,że ma mało czasu,więc start jest o 4 rano.Z biegiem czasu ten problem,przestał już być dla mnie problemem.Propozycję  przyjąłem z największą rozkoszą .Czuwałem nawet dyskretnie,aby przez dwa dni,dzielące nas od niedzieli,nie zmienił zdania.
No i nadeszła,ta niecierpliwie oczekiwana chwila.Punkt czwarta,pod moją chałupę zajeżdża maszyna(Jak ja uwielbiam i szanuję punktualnych Ludzi !!!)./Ruszamy i wtedy się dowiaduję,że plany deczko się zmieniły.Na Pulwy jedziemy,ale przed tym wskoczymy na chwilę,na Zakole Wawerskie. Zobaczyć i usłyszeć zaroślówkę,która pokazała się na zapleczu kościoła,przy ulicy Kadetów.Wtedy tą wiadomość,ze względu na moje braki w wykształceniu ornitologicznym, przyjąłem całkiem obojętnie.No cóż,z racji swojego nocnego życia, trudny do zobaczenia ptak,ale pewnie kiedyś,trafi mi się w lepszych warunkach.Był bowiem mglisty i ciemny świt.Robienie w tych warunkach zdjęć,nie miało większego sensu.A jednak Kamilowi udało się zrobić zdjęcie. Jedno,ale za to doskonałe.Dopiero jak wróciłem do domu i poczytałem o tej nie wykorzystanej okazji,normalnie szlag mnie trafił.Nie mogłem sobie darować,że zmarnowałem taka okazję.
Szybko ruszyliśmy w kierunku Pulw.Teraz było widać doskonale,dlaczego warto pocierpieć chwilę i zwlec się rano z łoża boleści.Jechaliśmy drogą,otoczoną przez łąki.Słały się na nich,tuż nad ziemią,długie pasma mgły.Oświetlone,kryjącym się za nimi Słońcem,prezentowały się bosko.
Dlatego też skręcało mnie niemożebnie,z czarnej rozpaczy.Miałem na aparacie tylko długoogniskowy obiektyw.Gdybym miał normalny,to i tak by z tego Gucio wyszło.Droga expresowa,nie można się zatrzymywać.Zgrzytając przeraźliwie wszystkimi czterema zębami,minąłem te przeurocze miejsce,delektując się majaczącym przed oczyma powidokiem cudownośći.I w takim to poetyckim nastroju,wjechaliśmy na drogę przecinającą teren Pulw.Fotografowie znają pojęcie,tzw"ZŁOTYCH GODZIN"Jest to czas obejmujący mniej więcej, godzinę po wschodzie i godzinę przed zachodem Słońca.Ciepłe światło i ukośne promienie Słońca,malują na kliszy,najpiękniejsze obrazy.Takie obrazy,otaczały nas właśnie teraz.Szczególnie mnie z tym nieszczęsnym teleobiektywem.Może to i dobrze,bo pochłonięty  landszaftami pejzaży,zmarnował bym czas,który wspaniale zużytkowałem na bogactwo otaczających nas ptaków.A te bogactwo,było ogromnie bogate.Przed nami słała się piaszczysta droga,a na niej kąpiące się w piasku,stada potrzeszczy i skowronków.Szczególnie te drugie,wyglądały bardzo interesująco.Samochód toczył się bardzo wolno,a one były przed samym nosem,gdy jednak stawał i przez lufcik wychylał się obiektyw,wszystko co żyło,natychmiast się spulało..Po drodze najmniejszego śladu człowieka,za to pełno wałęsających się bocianów.I nagle pomiędzy nimi,zobaczyłem coś,co spowodowało,że serce poczęło bić jak szalone.Niedaleko nas,bo "tylko"ok.30 metrów,uwijał się w trawie,gołąb siniak.Wiedziałem ,że na tych terenach żyją.Widziałem kiedyś nawet parę,ale bardzo daleko i krótko.A teraz jeden siedział,tuż pod moim nosem.A właściwie pod nosem Kamila,bo to po jego stronie,siedział ptak.Jeżeli ktoś był już w takiej sytuacji,to wie jak trudno dwóm osobom,robić zdjęcia,przez małe boczne okno.Tym bardziej,że w tym wypadku,nie wolno było robić żadnych gwałtownych ruchów.Strzeliłem tylko  kilka zdjęć,jak się później okazało,nie udanych,Poczekałem,aż kolega się wypstryka.Zapomniał wziąć zapasową kartę,a na tej w aparacie miał mało miejsca.Jak już stracił"oddech" wypełzłem na czworakach z auteczka i ponad jego dachem,opierając na nim obiektyw,zrobiłem serię zdjęć.To była duża seria,ale tylko kilka z nich było do przyjęcia.Teraz już na bezczelnego, wytargałem z samochodu statyw, ustawiłem na nim aparat i zacząłem,teraz już całkiem spokojnie,robić zdjęcia.Dopiero z tej serii,było najwięcej w miarę udanych .Zaaferowany,wychyliłem się za bardzo zza samochodu...i frrr,po ptokach.Jedziemy dalej.Ja już w siódmym niebie,bo mam zaliczony nowy gatunek.Rozglądamy się po drodze,za kulikami.Jednak poza kilkoma ich dalekimi głosami,nic nie widzimy.Okrążamy Grądy Polewne,pasąc się po drodze widokiem żerujących świergotków.Potem ruszamy w kierunku Rząśnika.Teren zupełnie się zmienia.Nikną bezkresne łąki,a zaczynają nas otaczać kępy krzaków i małe bagienka.Tutaj z kolei jest zatrzęsienie wszelakich wróblaków.Cały komplet pokrzewek,szczygły,świergotki,gąsiorki i czego tylko dusza nie zapragnie.Nie zapragnąłem tylko żadnych gości.Takowi niestety się pokazali daleko przed nami.Ich samochód powoli zbliżał się w naszym kierunku.Konkurencja ich mać,mruknąłem pod nosem.Kiedy jednak samochód zatrzymał się przed nami,a z niego,wyskoczyła para naszych doskonałych znajomych-Ewa Sz. i Krzysio M,moja radość  sięgnęła zenitu.Morał z tego jest taki:nie mów brzydko,za nim nie sprawdzisz na kogo.Kiedyś ktoś mi sprzątnął z przed nosa windę.Rozwścieczony,rozpuściłem ryja na całego.Było mi mnóstwo,bardzo wiele gupio,jak z niej wyszła potem moja osobista żona.
Wracając do zenitu.Kiedy tak się serdecznie witaliśmy,nad naszymi głowami,przesunął się wolno i statecznie wielki cień.Orlik krzykliwy.Od razu rozległ się jazgot,wielu pracujących migawek.Piękny ptak,tuż nad głową.  Krążył powoli i dostojnie.Momentami całkiem nisko.I totalna porażka.Zrobiłem mu ze 150 zdjęć i praktycznie,ani jednego udanego udanego.Po pierwsze: mój aparat z teleobiektywem,waży około 3 kilogramów,i robienie nim zdjęć,bez statywu,pionowo w górę,trzęsącymi się z emocji rękami i przy niedziałającej stabilizacji,jest bardzo trudne.Po drugie:Mimo,że dochodzi południe,przy bezchmurnym niebie,ciemny ptak,widziany na tle głębokiego błękitu,wcale nie jest jasnym obiektem.Wymaga dużej niestety czułości,choć by z tego powodu,aby sporo wydłużyć czas ekspozycji,by ptak nie wyszedł jako czarna plama na jasnym niebie.Przykładowo:przy przysłonie F 8,czułości 800 ISO,czas moich zdjęć wahał się od 1/800 do 1/1200.Przy 500 mm ogniskowej,to dużo za długo.Rozżalony,zająłem się rozpamiętywaniem porażki.Chociaż nie,to już była ogromna klęska.Koledzy tymczasem uganiali się za jarzębatką.Mnie,od czasów patelni,ten ptak już nie podnieca tak bardzo.Czas,zaczął nagle pilić mojego wspaniałego Kolegę.
Pożegnaliśmy się i w ruszyliśmy w drogę powrotną.Los nam nie sprzyjał.Nasi znajomi,posiedzieli tu jeszcze trochę i wypatrzyli dwa podróżniczki,nie licząc bliskiego bielika i błotniaka łąkowego.Gdy usłyszałem jak Kolega za godzinę,dowiedział się o tym bez telefon,to normalnie wątroba mi się z zazdrości obróciła.Przejeżdżając przez rozległe łąki za Grądami,mamy już zupełnie inny widok,niż ten poranny.Wszędzie pełno traktorów i maszyn, przerzucających leżące wszędzie,świeże siano.I wszędzie bociany.Na krótkim odcinku,kolega naliczył ich ponad 150.Potem mu się poplątało i przestał.
Dochodziła już 12 godzina.Na Kolegę czekały ważne sprawy w domu,więc musieliśmy uciekać.Przysłowie:"Kto rano wstaje,Temu Pan Bóg daje" w naszym przypadku sprawdziło się bez pudła.
SINIAK-COLUMBA OENAS

J.W

J.W

J.W


ŚWIERGOTEK-RACZEJ ANTHUS PRATENSIS.

J.W

OKO W OKO Z KOZIOŁKIEM.POTEM Z GODZINĘ BYŁO SŁYCHAĆ JAK JĘCZY I RZĘZI Z POBLISKIEJ KĘPY KRZAKÓW

J.W

PEWNYCH PTAKÓW,TYCH KTÓRYCH JEST DUŻO I SĄ ŁATWE,NIE MAM JAKOŚ OCHOTY FOCIĆ.TAK JEST Z CIERNIÓWKAMI.SIEDZĄC JEDNAK W SAMOCHODZIE,GDY KOLEGA SKRUPULATNIE UPRAWIAŁ,PTASIA BUCHALTERIĘ,ZOBACZYŁEM JEDNA TAKĄ,TUŻ POD NOSEM.OBROBIŁEM JĄ I NIE ŻAŁUJĘ.CAŁKIEM FAJNISTY PTASIOREK.
SYLVIA COMMUNIS

J.W

J.W

J.W

SZCZYGIEŁ-CARDUELIS CARDUELIS

AQUILA POMARINA

J.W

J.W

J.W

J.W

J.W

J.W

J.W

DRWIĄCY CHICHOT ZŁOŚLIWEGO LOSU.NAWIĄZUJĄC DO ZAROŚLÓWKI,ZBAŁAMUCIŁ MNIE ŁOZÓWKA-ACROCEPHALUS PALUSTRIS

TO JEST WYJĄTKOWO NIEUDANE ZDJĘCIE,ALE WIELE MÓWIĄCE.JEST 11 RANO.SILNIE OPERUJĄCE SŁOŃCE,TAK NAGRZAŁO ZIEMIĘ,ŻE FALUJĄCE NAD NIM POWIETRZE,NIE POZWALA ZROBIĆ ZDJĘCIA,NIEDALEKIEMU STADU 13 KULIKÓW WIELKICH.RZECZ POLEGA NA TYM,ŻE TO NIE JEST ATRAKCYJNY WIDOK.BO WIDOK,TAK DUŻEGO,SPOKOJNIE ŻERUJĄCEGO STADA TYCH PTAKÓW,ŚWIADCZY O ICH KLĘSCE LĘGOWEJ.PRAWDOPODOBNIE UTRACIŁY SWOJE LĘGI.BYĆ MOŻE WŁAŚNIE W TYCH SIANOKOSACH,KTÓRYCH OWOCE,LEŻA WSZĘDZIE WOKÓŁ NAS

BOCIANY,WSZĘDZIE BOCIANY.ZAMIAST PRACOWICIE DOKŁADAĆ SIĘ DO AKCJI "500+",BĘCWALĄ SIĘ NA POLACH

POKLĄSKWA CHŁOPAK-SAXICOLA RUBETRA

BO WYJDZIE SKRETOGŁÓW

UBOŻSZA WERSJA NADWOZIA-DZIEWCZYNA



Gdy wróciłem do domu,pierwsze co zrobiłem,to zacząłem zgrywać zdjęcia do kompustera,aby zobaczyć owoce dzisiejszego dnia.W międzyczasie przeleciałem,posiadane książki i parę witryn internetowych.To wystarczyło,abym się dowiedział,jakim byłem głupcem,że zmarnowałem okazję i nie spróbowałem sfocić zaroślówki.Dlatego tez,mając za dwa dni wolny czas,wskoczyłem w pierwszy autobus i byłem tam,jak najwcześniej się dało.
W krzaczorach czaił się już drugi Kolega-Janusz.To on wypatrzył tego ptaka i jak widać troskliwie go doglądał.Niestety,poranek był ciemny i pochmurny. Mimo wszystko,do godziny 7,30,bo do tej pory była aktywna,udało mi się zrobić kilka zdjęć.Nic rewelacyjnego,ale pozwalające mi zaliczyć nowy gatunek.Mam bowiem taka zasadę,że uznaje dany gatunek za zaliczony,jeżeli uda mi się jego przedstawicielowi,zrobić czytelną fotografię.
ZAROŚLÓWKA-ACROCEPHALUS DUMETORUM





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz